niedziela, 8 sierpnia 2010

Woodstock 2010

XVI Przystanek Woodstock zaczął się dla ekipy Mololo już w czwartek. Przybyliśmy tam by porozglądać się po okolicy zanim ta całkowicie pokryje się namiotami. Przygotowania dobiegały powoli ku końcowi, wszystko oczywiście zorganizowane, dopinano ostatnie guziki. Zaszły niewielkie zmiany w układzie ale o tym były już informacje wcześniej na stronie przystanku.
To, co całkowicie zmieniono to gastronomia. Trzeba przyznać, że to najlepsza gastronomia festiwalowa w Polsce jaką kiedokolwiek nam Mololowcom dane było poznać. Wspaniałym pomysłem było podzielenie stoisk na potrawy w wyniku czego wiadomo było od razu gdzie się udać by coś zjeść a i przyspieszyło to mocno wydawanie posiłków, które zresztą były naprawdę dobre. Skończono w końcu z obrzydliwym fast foodem wypełnionym kapustą i dano nam, miłośnikom polskiej kuchni, prawdziwe jedzenie. Schabowy!


Wracając do tematu muzycznego, również "się działo". Wprawdzie goście na scenie nie byli tak przebojowi jak chociażby rok temu to muzyczna poprzeczka stała naprawdę wysoko. Zaczęło się od Eweliny Flinty aż na scenę wkroczyli Łąki Łan definiując zdecydowanie charakter przystanku - nieobliczalni, przebrani w absurdalne stroje grali dynamicznie i żwawo porywając tłumy ludzi. Można śmiało powiedzieć, że byli najlepszym zespołem popołudniowym na przekrój wszystkich dni.
Później, to co wyprawiali Papa Roach i Nigel Kennedy Quartet przyprawiało o dreszcze. Nie wspominając nawet o Lao Che, którzy od lat jadą na najwyższych obrotach. Jedynie Justyna Steczkowska jakoś nie pasowała do całości, co dało się odczuć wśród przystankowiczów.
Dzień pierwszy udany.

Drugi dzień zaczął się lekko słonecznie - w sumie jak wszystkie dni, co jednak było idealne by nie dać się usmażyć. Niestety leniwie opuściliśmy pierwsze koncerty udając się dopiero na Maleo Reggae Rockers, oczekując (nie bezpodstawnie!) dobrego koncertu. Oczywiście nie zawiedliśmy się. Potem jednak było już tylko lepiej. Możdżer, Tymon i ekipa zrobili z Chopina coś, co nawet największym przeciwnikom muzyki klasycznej przypadłoby do gustu. Grali przecudnie, z wielkim zaangażowaniem, gromadząc dziesiątki tysiący ludzi każdego przekroju. Potem wspaniałe Girl in a Coma (choć przyznać trzeba, że studyjnie wypadają chyba ładniej) dały mocny koncert jako support dziadka Life of Agony, który też nie szczędził ostrego grania. Mimo wszystko jednak publiczność zaczęła się powoli, z niewiadomego powodu wykruszać powodując, że na Less Dress pozostali już tylko nieliczni. Ci jednak nie zniechęcili się. Praktycznie rówieśnicy Life of Agony, którzy wrócili na scenę po wielu latach przerwy, zrobili to z naprawdę niezłą energią. Widać było, że lubią robić to czym nas karmili. I robili to dobrze. Zakończyli dzień drugi z mocnym przytupem.

Z dnia trzeciego najbardziej mocny początek dał Titus Tommy Gunn zbudowany na wokaliście i basiście Acid Drinkers. Trzeba przyznać, że chłop ma charyzmę i jego nowy projekt wyrywał włosy na plecach.
Później najbardziej chyba dało się zapamiętać Morgan´s Heritage Peetah & Gramps, którzy swoją grą zmusili do ruchu chyba każdego. Nie było osoby, która nie podskakiwałaby w rytm reggae.Bawili się wszyscy, bez względu na wiek. W sumie tak jak chwilę wcześniej przy Armii, która nie starzeje się mimo tego, że grają już razem 25 lat! Po nich wystąpił Tonic, który mimo dobrej gry jakoś nie porwał tłumów - mimo wszystko stylem pasowaliby do innych festiwali niż Woodstock.
Mimo wszystko podtrzymali temperaturę przed Jelonkiem. Nazwa myląca, bo w muzyce tego zespołu nie ma ani grama łagodności. Skrzypce i ostre gitarowe brzmienie spowodowały, że powinny raczej nazywać się Dzikiem bądź Bykiem a nie Jelonkiem. Byli fenomenalni i muszę powiedzieć, że jak na zakończenie Woodstocku to wybór był idealny.

Woodstock znowu się skończył i trzeba będzie znowu czekać rok na to samo wspaniałe wydarzenie. Wydarzenie, bo to nie tylko koncerty ale przede wszystkim atmosfera i wszech otaczająca radość wszystkich tych, którzy po 365 dniach znowu mogą spotkać się razem i doznać czegoś wyjątkowego.
Dziękujemy wszystkim, od organizatorów, przez Woodstockowiczów aż po panie obierające te wspaniałe ziemniaczki dostępne w jadłodajniach!


Do zobaczenia za rok! Sie ma!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz