Tak sobie myślę jak by to było gdyby Małysza nie było. Przecież od kilku ładnych lat oglądać Adama w akcji to już obowiązek w Polsce jak lekcje w szkole czy korupcja w futbolu. Nie wyłamałem się. Za oknem deszczowo. Chociaż w TV zobaczę śnieg. Aha skocze jeszcze tylko po piwo. Kupiłem dwa bo jak Adam mnie znowu zawiedzie (w pierwszym konkursie Pucharu Świata był…nie było go! – odpadł w kwalifikacjach!). Zaczyna się. Zanim MAŁYsz Wielki wcześniej pozostali Stoch, Miętus, Bachleda i.t.d. czyli polskie młode, wilczki. Po słabych występach w poprzednich latach raczej ratlerki. Stoch i Miętus nieźle. No dobra myślę sobie Adam chyba nie jesteś Miętki. Nie! Jest! Kilka sekund lotu, 127, 5 m długości, a ile radości, haha rywali to złości. Polak czwarty. Kazimierz Przerwa-Tetmajer. Idę na piwko naprzeciwko tam jest Małysz Bar Na stole chyba 9 kolejka. Na skoczni w Lillehammer już druga. Lecą jeden po drugim niczym serie z karabinu. Prawie nie mam czasu na zmianę magazynku. Wyręcza mnie kolega. Zostało czterech muszkieterów. Adamis zawojował nartami. Skacze jeszcze dalej. Twarde lądowanie, ale za to jakie. Na podium. Euforia. MAŁYsz znowu Wielki. Na (kacu) drugi dzień trochę się skurczył bo ósmy. Ale za to ratlerki pokazały ząbki, aż trzech w pierwszej „15”. Stoch nawet przed mistrzem. Zasada bij mistrza jednak nadal aktualna. Tylko, że to nasz Adam. No dobra, dobra już nic nie gAdam. Skoczę na miasto…
Grześny Sport
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz